Ta treść została automatycznie przetłumaczona z ukraińskiego.
Od dawna chciałem opowiedzieć te dwie historie.
Prawdopodobnie w życiu nie opowiadam tak barwnie, jak w tekstach, które czytacie. Może dlatego, że podczas rozmowy na żywo nie ma możliwości przeczytania, usunięcia czy przepisania zdania tak, aby brzmiało lepiej. A poza tym — pisanie pozwala opowiedzieć dwie historie jednocześnie.
Nieustannie słyszymy, że tworzenie społeczności, nawiązywanie więzi czy posiadanie small talk to podstawowe umiejętności współczesnego człowieka. Ale wszystkie te słowa pozostają dość abstrakcyjne, dopóki nie dorośniesz i nie trafisz w realne życie, gdzie już trzeba umieć się odnaleźć i czasami mieć korzystne lub przydatne kontakty.
Pierwsza historia — zabawna, ale bardzo pouczająca.
Opowiedział ją mój przyjaciel, gdy byliśmy jeszcze studentami pierwszego roku. Część naszego kursu mieszkała w akademikach na Darniicy, chociaż uniwersytet był w centrum Kijowa. Tam można było spotkać kogo tylko się chce — i wcale nie zawsze na trzeźwo. Szczerze mówiąc, studenci wydziału filozoficznego wtedy szczerze wierzyli, że pewien stopień w krwi pomaga lepiej zrozumieć istotę bytu.
Podczas jednej z takich „filozoficznych dyskusji” mój kolega opowiedział o bezdomnym, który mieszkał w pobliżu. Okazało się, że był wspaniałym rozmówcą i dobrze orientował się w nowoczesnej filozofii. Kiedyś pracował jako wykładowca uniwersytetu, ale życie potoczyło się inaczej, i tak bardzo przyzwyczaił się do ulicznej rzeczywistości, że już nie chciał nic zmieniać. I dzięki tej znajomości (i parze kanapek) mój przyjaciel zrozumiał strukturę bytu szybciej niż wszyscy z nas.
Wcale nie namawiam was do biegania po mieście w poszukiwaniu „ukrytych filozofów” wśród bezdomnych. Ale to historia o ważności poznania przynajmniej czegoś o osobie, z którą się spotykacie w nauce, pracy czy projektach. W końcu nigdy nie wiadomo, co się z wami obojgiem stanie za pięć czy dziesięć lat.
Druga historia — o ludziach wokół
Wśród moich byłych kolegów z roku dzisiaj jest menedżer zespołu „DahaBraha”, przedsiębiorczyni, która otworzyła własną piekarnię w rodzinnym mieście na wschodzie Ukrainy, piosenkarz, badacze, wykładowcy i ludzie zawodów twórczych. Tak właśnie wydział filozoficzny „potrząsnął” nami po sześciu latach nauki.
Z kolegami — podobna historia. Ludzie, z którymi kiedyś razem próbowaliśmy zmieniać młodzież i społeczeństwo, dzisiaj pracują jako dyrektorki operacyjne The Ukrainians, menedżerowie w Genesis i MacPaw. Mój wykładowca i opiekun na pierwszym roku później stanął na czele Instytutu Pamięci Narodowej. I takich przykładów mógłbym podać jeszcze dziesiątki.
Te wszystkie historie mówią o jednym — ważności utrzymywania kontaktów z dużą liczbą ludzi. W końcu to właśnie dzięki tym więziom możecie sobie nawzajem pomóc, stworzyć coś nowego, wzmocnić kogoś w odpowiednim momencie.
Historia o bezdomnym, jak i wszystkie inne przykłady, to przypomnienie: bez szczerego zainteresowania ludźmi tracimy znacznie więcej możliwości, niż możemy sobie wyobrazić.
Więc oto kilka prostych rad dotyczących networkingu, młodzi czytelnicy:
- Bądźcie szczerzy. Nie starajcie się od razu „wziąć coś” od drugiej osoby. Lepiej pokażcie zainteresowanie i szacunek dla jej doświadczenia.
- Utrzymujcie kontakty. Nie tylko wtedy, gdy potrzebna jest pomoc. Od czasu do czasu piszcie, pytajcie, jak leci.
- Mały wkład ma dużą wartość. Rada, rekomendacja czy nawet krótka rozmowa mogą zmienić czyjeś życie.
- Obserwujcie i słuchajcie. Najciekawsze kontakty pojawiają się niespodziewanie – na wykładzie, w kawiarni, na wydarzeniu.
Networking to nie tylko korzyść dla siebie. To o szerszym dostępie do wiedzy, o partnerstwie, trwałości i wzajemnym wsparciu. Mały kontakt dzisiaj może za dziesięć lat przekształcić się w szansę, która zmieni czyjeś życie. Może nawet wasze.
Podoba ci się?Zareaguj
🧵
Ten post nie ma jeszcze żadnych dodatków od autora.